TT - Nasza skala - Twoją skalą.Tillig TT Club Polska - Byliśmy w Sebnitz


Na początku zrodziła się myśl wyjazdu. Była niesamowita! Ludzie z całej Polski jadą do Sebnitz! Do Tilliga - największego producenta TT. W planach zwiedzanie fabryki, oraz niespodzianka! Wszystkie cele osiągnięte! Niespodzianką było darmowe wejście do muzeum dla wszystkich! Nieważne, czy ktoś był z TT Clubu, czy nie wejście miał za darmo! Poza tym mięliśmy przewodnika po fabryce oraz po muzeum i wszystkie informacje w języku Polskim. To się nazywa przygoda! Zatem:

Ostatni zamyka drzwi!

Dla niektórych z Nas przygoda zaczęła się już w czwartek, podczas pobytu w czechach - oglądali skansen Jaroměř. Pobyt w Czechach upływał w znakomitych nastrojach, dzięki fantastycznemu przyjęciu przez Tomasa Rejla. Chłopcy wynieśli masę wrażeń i wspomnień - Dzięki Tomas!


Galeria zdjęć z pobytu w Czechach!

 

Inni na miejsce przybyli od razu z domku. Następowały spotkania nocne na trasie:

Wszystko po to, by dojechać do celu - Sebnitz. Wszyscy dotarli tam szczęśliwie. Była nas taka siła (miało być 20 osób), że musieliśmy podzielić się na dwie grupy zwiedzających:




 

I oto jesteśmy - stoimy przed fabryką. Co ona kryje? Jak powstają nasze modele? Na początek, przed zakładem dowiedzieliśmy się o historii tego miejsca i dlaczego akurat tu produkuje się modele. Wybór miejsca był nieprzypadkowy. Po plajcie BTTB Berlin okazał się miejscem za drogim do produkcji modeli. BTTB jako firma państwowa miała znaczne ulgi, po upadku NRD takie ulgi się skończyły. Plajta BTTB oznaczała koniec TT. Jednak Pan Hans-Jürgen Tillig odkupuje formy manufaktury Berlińskiej i przenosi produkcję do Sebnitz - do byłych zakładów Pilz. Pilz to jak wiemy tory, zakład robił i robi je nadal także dla TT. Więc decyzja była raczej słuszna. TT może oddychać i istnieć.

Wchodzimy do zakładu i od razu padają słowa: Ostatni zamyka drzwi. Nie ma spóźnialskich. Zresztą kto chciałby się spóźniać, skoro tam takie cuda! Uczestnicy szczelnie otaczali panią Ursulę Leuschke opowiadającą o eksponatach w muzeum oraz pracownika, który opowiadał nam o produkcji w zakładzie. Tłumaczyła nam przesympatyczna córka pana Andrzeja Ćwieczkowskiego - oraz sam Pan Andrzej! W tym czasie druga grupa zwiedzała muzeum. Za tłumacza w drugiej grupie służył DBv. Na początek dowiedzieliśmy się jak powstają formy do modeli. Jest to proces bardzo skomplikowany, wymaga niesamowitej precyzji i prosta forma do wózka powstaje około tygodnia. Szokiem dla nas był koszt takich form. Pełne formy do BR 52 kosztują około 500 000 euro! Zatem ceny modeli dziwić nikogo nie powinny. Wytrzymałość form to około 20 000 egzemplarzy, po których formy idą na sprawdzenie i ewentualną wymianę lub też na odnowę. Wszystko jest to proces skomplikowany i czasochłonny. Na formach są specjalne wypychacze, które po wtrysku plastiku do formy odklejają go. Wtedy półprodukt jest jeszcze ciepły i by się nie odkształcił tych wypychaczy musi być ogrom!
Na poniższym zdjęciu widzimy taką właśnie formę:


Zobacz galerię zdjęć z tej części zakładu!


Skoro wiemy, jak powstają formy - trzeba je wypełnić plastikiem. Służy do tego specjalny granulat. Zostaje on roztopiony i wtłoczony pod ciśnieniem do wtryskarki, by po kilku sekundach na dół wyleciał gotowy, jeszcze ciepły produkt. Wygląda to efektownie, maszyna jest ogromna i budzi podziw.


Zobacz galerię zdjęć z tej części zakładu!


Następnie zwiedziliśmy serce zakładu - magazyn form. Tu znajdują się wszystkie formy, jakie posiada Tillig. Nie muszę nadmieniać, iż jest to jedno z najpilniej strzeżonych pomieszczeń w zakładzie. Drugim takim pomieszczeniem był magazyn części zamiennych, gdzie wstęp mają tylko upoważnione osoby! Zatem te zdjęcia są w pewnym sensie unikatowe - tu jest całe nasze TT, wszystkie modele... Nad numerem 9 są formy do naszego eilzugwagena PKP...




 

Następnie przeszliśmy do lakierni. O ile nanoszenie tampodruków odbywa się automatycznie, o tyle malowanie pasków, dachów czy modeli to ręczna robota. Druk tamponowy to w ogromnym skrócie maszyna z elastycznym stemplem, który przenosi farbę z blachy na model. Na blaszce są już namalowane oznaczenia czy linie, które są nanoszone na stempel i przenoszone na model. Wszystko odbywa się sprawnie i szybko. Stempel jest elastyczny, by druk mógł dojść do każdego zakamarka modelu. Dużo bardziej ciekawe jest malowanie modeli. Otóż odbywa się ono za pomocą maskownic, w które wkłada się model i maluje tylko odkryte części. Maskownice są metalowe z elastycznymi zakończeniami z żywicy po to, by maskownica szczelnie przylegała do modelu! Maskownicę taką należy czyścić co około 20 modeli po to, by zachować wymiar linii. Jest to zajęcie bardzo pracochłonne i trudne i właśnie tu decyduje się, jak wygląda model, bo do tej pory wszystko robione było automatycznie, oprócz ręcznego projektowania modeli i projektowania form wtryskowych! Zatem właśnie od tych pań zależy najwięcej. Na lakierni jest bardzo dobra wentylacja - pomimo pracujących pań - nie czuć było zapachu lakieru. Ta część zakładu była naprawdę bardzo ciekawa!






Zobacz galerię zdjęć z tej części zakładu!

No i na koniec montaż. Dowiedzieliśmy się, że większość modeli lokomotyw montowana jest w pobliskim zakładzie w Czechach. Tu montuje się naprawdę znikomą ilość modeli, część BR 52, E42, E11, BR 211, BR 242 czy Desiro, ale też nie wszystkie. Takie rozwiązanie podyktowane było zwiększonym zapotrzebowaniem na TT i dlatego montaż został przeniesiony do Czech. Nie wiem, na ile jest to rozwiązanie dobre, bo właśnie gro osób użala się na fatalny montaż modeli... Może by tak wprowadzić jakąś bardzo rygorystyczną kontrolę jakości? W tym dziale zobaczyliśmy testowy tor z podjazdami, ostrymi łukami, czy nawet z rurkowymi torami i blaszanymi zwrotnicami. Tu właśnie testuje się modele (wybrane z partii) pod kątem ich prawidłowego montażu i zachowania na torach. Na tym dziale zakończyliśmy zwiedzanie fabryki.




Zobacz galerię zdjęć z tej części zakładu!


Muzeum TT. Każdy mógł wejść za darmo i podziwiać makiety (było ich 5) oraz modele Rokala Zeüke, BTTB Tilliga i nie tylko. Było naprawdę fantastycznie! Nikt z nas nie zdawał sobie sprawy jaki ogrom TT był i jest produkowany. Gablotki uginały się pod taborem TT, a nasze oczy robiły coraz szersze, podczas gdy kąciki ust wędrowały ku górze. Tak - to sanktuarium TT. Tu jest wszystko - pozycja obowiązkowa każdego TT maniaka. Ja osobiście bym tam został najchętniej cały dzień. Niestety czas pilił. Dla niektórych ważniejszy okazał się sklep, który był pod spodem, a wielka szkoda. Sklep mógł poczekać. Choć przyznać szczerze trzeba, że sklep ten był zaopatrzony jak żaden inny. Ja w tym sklepie zakupiłem sobie wagon okolicznościowy, by upamiętnić pobyt w Sebnitz! Tuż przed wejściem do muzeum pokazaliśmy Pani Ursuli model ST 44 zrobiony przez Mod Art. Model ten wywołał bardzo duże zainteresowanie. Nikt z Tilliga nam nie wierzył, że to ich przerobiony fantastycznie model!






Zobacz galerię zdjęć z muzeum!


Po powrocie do Zgorzelca integracyjny grill, potem 18 starych chłopów zebrało się w pokoju i patrzyło, jak w kółko jeżdżą lokomotywy. To było coś niesamowitego - jakaś magia kółeczko torów, na nim jedna lokomotywka i cisza przerywana jedynie dźwiękami wydobywającymi się z dekodera dźwięku Sidney Gold. Ta magia trwała ponad godzinę, omawialiśmy wrażenia, dzieliliśmy się spostrzeżeniami, omawialiśmy plany na przyszłość... Takich spotkań nam trzeba! Grill i rozmowa przy TT.



Na tym nie koniec wrażeń. W sobotę wracamy do Görlitz do sklepu Modell Bahnhof. Tam robimy zakupy. Na pytanie, czy możemy fotografować i umieścić fotografie sklepu na stronie uzyskujemy odpowiedź twierdzącą. Kiedy w Polsce powstanie taki sklep z taką ilością TT? Takie małe nasze marzenie.


Zobacz galerię zdjęć ze sklepu!


Jeszcze pamiątkowe zdjęcia i czas się żegnać. Pełni wrażeń wracamy do domów. Do widzenia Sebnitz! Na pewno tu jeszcze wrócimy! Jedno jest pewne - kto nie był na pewno ma czego żałować! Wyjazd był naprawdę udany! Już w Polsce tak na otarcie łez żegna nas ta cudnej urody ciężka lokomotywa:


Specjalne podziękowania dla:

Andrzeja Ćwieczkowskiego
Tomasa Rejla
Hansa-Jürgena Tilliga
Ursuli Leuschke
Hanna Gelferta
I wszystkich pracowników, którym przeszkadzaliśmy w pracy!

Na szczęście zapowiadany autobus nie dojechał, z całego serca dziękujemy!!!

Bez nich ten wyjazd nie miałby sensu i by nie było tego, co było! Dziękuję też wszystkim za wspaniałą atmosferę! Byliście wspaniali!

Podziel się wrażeniami na naszym forum. W tym poście opowiadamy jak fajnie było i żałujemy że akurat nie mogliśmy jechać!

 

Powrót do ciekawostek


statystyki www stat.pl